wtorek, 13 sierpnia 2013

Po nazwisku to po pysku ...

Donald Tusk mnie rozczarowuje. Nie opóźnieniami na budowach autostrad anie dziurą budżetową ale tym, że w coraz gorszym stylu dojeżdża do mety. Przez siedem lat mieliśmy twarz RP, która niespecjalnie różniła się od tych europejskich. W świecie kultury obrazkowej, gdzie o zaufaniu do polityków, które przekłada się na kursy walut i spokój na giełdach, decyduje wygląd i tu wypadalśmy nieźle. Przystojny, dobrze ubrany, naturalny w ruchach, sprawnie i dość błyskotliwie radzący sobie w żywych kontaktach z ludźmi i mediami, mówiący nieźle po polsku punktował już na wstępie, a przynajmniej nie łapał punktów ujemnych. 
Że niby to banalne i glupie oceniać polityka po wyglądzie? Zależy kto patrzy. Jak patrzy świat to widzi wiecznie przyduże garnitury "od starszego brata" jakie z bliźniaczą konsekwencją ubierają Jarosław i ... Bronisław (Pan Prezydent ostatnio lepiej się ubiera - brawa, że zaczął sluchać doradców od wizerunku) i sobie myśli ten świat - jeżeli (były) premier i prezydent tego sympatycznego kraju nie potrafią ogarnąć tabeli rozmiarowej garderoby, to wiele mówi o kulturze ich poddanych - jak nie umieją się ubrać to kto wie czy umią (nie poprawiać - tak miało być) jeść nożem i widelcem? Jarosław z masochistycznym poświęceniem paraduje w brudnych butach (nadal mu się to zdarza - co pewien czas życzliwe mu media koncesjonowane na komentowanie podkreślają, że to dorabianie gęby, i że to już dawno nie ma miejsca, a tu ciach - znowu rozdeptane trumniaczki kurzem przysypane i błotkiem malowane, co jest jeszcze gorzej - bo buty do garnituru albo ma się czyste zawsze, albo nawet incydentalne wpadki pokazują, że z domu się tego nie wyniosło) i naraża się na jakże celne w tym wypadku bonmoty w rodzaju "zmienianie świata dobrze jest zacząć od codziennego, porządnego wyczyszczenia własnych butów".  Do tego te czarne, bordowe albo przesadnie wzorzyste koszule naszych parlamentarzystów, przerysowany minister Nowak będący w sferze wyglądu reinkarnacją pięknego Mariana (Krzaklewskiego), który też się sobie bardzo podobał, a któremu to Nowakowi powinno się podpowiedzieć, że mężczyzna (a co dopiero polityk) powinien podążać krok za modą a nie gnać w jej forpoczcie. 
Zgódźmy się, że na tym tle Tusk wypada dobrze, albo inaczej: nic lepszego w sferze wyglądu przedstawicieli władzy nasza klasa polityczna przez prawie ćwierć wieku nie wypuściła. 
NIestety od premiera wymaga się aby oprócz wyglądu czasem coś powiedział, a jak już mówi aby nie gadał glupot. I tu też wypadał nieźle, niestety do czasu. Kiedy był w formie gafy zdarzały się rzadko - teraz potrafi ustrzelić trzy na jednym oddechu. 
Dać się wciągnąć w złośliwe komentarze na temat pisiorów to błąd wizerunkowy. PO miala być tą cywiizowaną twarzą Polski, tą wykształconą, tą lepiej wychowaną - my stoimy gdzie ą i ę a oni tam gdzie rosną buraki. Nasze argumenty to słowa i czyny a nie epitety i obrzucanie błotem. No dobra, nie wyszło. Będą go ratować życzliwi, że niby to przydomek może i nie najgrzeczniejszy ale taki już prawie tradycyjny i nie ma się o co czepiać. Ale Donald pojechał dalej, od razu, strzałem z kolana, szybką decyzja w stylu prezesa Dyzmy, tu i teraz, zdecydował zdymisjonować swojemu ministrowi podwładnego do czego nie ma ani uprawnień, ani nie powinno mu nawet do głowy przyjść, że premier ma się zajmować obsadą stanowisk poniżej szczebla, powiedzmy wiceministra, bo od tego są w demokratycznym państwie stosowne procedury. Jakby tej niekompetentnej kompetencyjnej wpadki było mało, fala uderzeniowa poszła dalej bo nie ma nic gorszego dla polityka wyższego szczebla dać sobie zagrać na nosie przez podwładnego. 
Minister Sienkiewicz ogłaszający wszem i wobec, że kadrowe zapędy premiera ma w nosie, i że w żadnym wypadku spełniać jego ekscentrycznych pomysłów spełniać nie zamierza to już nokaut, ale przecież Tusk sam się na ten cios wystawił, stojąc z opuszczonymi ramionami i mówiąc wal.
Jakby tego było wciąż mało , gdy Sienkiewicz ugrał już swoje, (chociaż kto wie czy się nie zagalopował) gdy już Tusk na deskach legł, postanowił go jeszcze kopnąć pozwalając się sfilmować (nie ma przypadków) z bohaterem wypowiedzi premiera czyli panem Majchrem w scence pt: panowie są bardzo weseli i uśmiechnięci, co w kontekście sytuacji znaczy - zataczają się ze śmiechu, co ten Donald wygaduje, no ja cię, nie mogę, ale jaja, ale pojechał ...
Co ciekawe (ale i smutne) ten wątek mniej zainteresował media niż magiczne słowo pisior. To znak czasów i jakości naszych żurnalistów - publiczne postawienie się i zrobienie idioty z premiera przez ministra spraw wewnętrznych jest słabszym newsem niż głupie przezwisko. To się zdziwiłem. Ale jeszcze bardziej zdziwiłem się kiedy nikt z wyrafinowanych dziennikarzy, gwiazd w rodzaju Lisa, Miecugowa, Sianeckiego, Rymanowskiego, Kolendy-Zaleskiej, Olejnik. NIKT - nie podjął najgorszej w moim przekonaniu wpadki Tuska, który ni mniej ni więcej, z wyżyn swojego autorytetu premiera, wbrew wszelkim zasadom dobrego wychowania, klasy już nawet nie politycznej ale ludzkiej - był uprzejmy zażartować sobie z nazwiska pana Majchera, że niby ono takie semantycznie zbieżne z sytuacją *). No to jesteśmy panie premierze już na dnie. Jeżeli w debacie politycznej zaczyna Pan prześmiewać się z nazwisk to bardzo mnie pan rozczarował. Oczywiście  można o nielubianym publicyście przy tuszy mówić zasapany grubas, można o niskim adwersarzu mówić per konus, można o niepełnosprawnym bez nóg pwiiedzieć, że daleko nie zajdzie, itd. itd. Kupę śmiechu z przewagą kupy mogą dać rymowanki z nazwisk w rodzaju poseł Kapusta to głowa pusta, ale to wszystko jest zwyczajne chamstwo, którego naprawdę po panu bym się nie spodziewał. Wykorzystanie swojej pseudo(w tym wypadku)intelegtualnej przewagi, że niby to takie lekkie i dowcipne odwołanie do literatury wyszło panu słabo. Pan Majcher (nie znam) może mieć wiele wad - ale pozornie dowcipne porównanie go do mordercy i gangstera, bo przecież o jedynym znanym nam Mackie Majcher'ze - Majchrze mowa, to chyba o kilka mostów za daleko.

*) Mackie The Knife - w polskim tłumaczeniu Mackie Majcher, bohater Powieści za trzy grosze autorstwa Bertolta Brechta. Gangster, morderca, oszust. Oprócz książki, unieśmiertelniony w piosence śpiewanej przez Louisa Armstronga, w ktorej w kolejnych zwrotkach opowiadana jest historia kolejnych zbrodni.   

niedziela, 21 lipca 2013

Samobój

Kątem ucha uslyszałem, że w telewizji leci specjalne wydanie wiadomości, bodajże na tvp3 - odruchowo zawróciłem w stronę salonu aby dowiedzieć się co ważnego dla losów świata, a niechby tylko najbliższej okolicy wydarzyło się, że aż wydanie specjalne było konieczne. Do tej pory bywały to śmierć papieża, katastrofa w Smoleńsku, czy inne takie. Tym razem przyczyna byla porównywalnie poważna, nie mogłem uwierzyć, a nie było komu mnie uszczypnąć - wydanie specjalne z powodu ... odwołania przyjazdy drużyny FC Barcelona do Gdańska na mecz o pietruszkę z polskim ligowym średniakiem. Dzielni żurnaliści zobili oto kolejny krok w stronę samozagłady - mało kto poważnie traktuje doniesienia prasowe bo większość serwisów informacyjnych doskonale sobie radzi bez informacji ważnych, obywając się wspaniale MamąMałejMadzi czy byłą żoną bylego ministra wynoszacą futra z amerykańskich sklepów i program się dopina, ale to jest jednak nowa jakość - wydanie specjalne.
Nikt nie opowiedział im o przypadku pastuszka i wilków? Jeżeli specjalne jest teraz to co będzie jak spadnie meteor i zmiecie pół miasta?

Żenująca jest waga przywiązywana do tego wydarzenia, chociaż jakaś logika w tym jest - żenujące było już samo to, że ktoś taki pomysł klepnął. Nie "wpadł" ale właśnie klepnął. Ten co wpadł główkował dobrze - wyjdzie nie wyjdzie a kasa wpadnie, bo przecież ktoś komus, za ten ogromn pracy włożonej w projekt zapłacił - o to jestem spokojny. Ale, że ktoś wyżej - nie wiem: miasto? PZPN? to klepnął a piały z zachwytów to już żenada. 

Do tej pory pomysł na polską pilkę budowany był na wyglądzie. Wszystko w polskiej piłce wygląda do zludzenia tak samo jak w piłce wloskiej, hiszpańskiej i niemieckiej. Piłkarze są stosownie nażelowani, drogo ubrani, często zdarzają się przystojni (w końcu jak się ma 23 lata i zajmuje samym sportem nie jest trudno dobrze wyglądać) jeżdżą sportowymi autami i udzielają wywiadów operując tymi samymi określeniami co ich zagraniczni koledzy. Identyczne z zagranicznymi są studia telewizyjne, w których na tle technicznych fajerwerków bliźniaczo podobnie nażelowani "dziennikarze" prowadzą razem z "ekspertami" analizy wyrafinowanych zagrań. Wszystko jest tak samo z wyjątkiem gry w piłkę, bo tej umiejętności jak wiadomo nasi jescze nie posiedli. Polska piłka to jedno wielkie nic i właśnie od tego nic są eksperci, za omawianie tego nic biorą kasę prowadzący, dla tego nic udają orgastyczne zachwytu komentując zagrania, które w noralnym świecie starczają na ligę powiatową. Ile można jednak kisić się we własnym sosie? I tu pojawia się trudność. O ile na krajowym podwórku można poudawać wszystko, to pech chce, że rozgrywki międzynarodowe zakreślone są w konkretne ramy gry na prawdę a nie na niby. Naszych tam nie wpuszczają, bo liczy się ilość strzelonych bramek a nie żelu wtartego w łepetynę. Od czego jednak pomysłowość impresario, który wpada na pomysł genialny w swej prostocie. Jak różnica czy to na prawdę, czy na niby? Nieważne, że o pietruszkę. Można przecież to przedstawić z pomocą walczących o kasę na własny żel "dziennikarzy" jako wydarzenie sportowe par excellence i jedziemy. 

Te zaloty do drużyn z prawdziwego zdarzenia przypominają niestety przypadek żebraka, który ocenia swoje szanse na ślub z księżniczką na 50% bo ... on się już zdecydował. Nawet nie chodzi o to czy przyjadą czy nie, chociaż dla każdego trzeźwo myślacego (ale nie dla ekspertów ze studiów telewizyjnych) jest jasne, że motywacja przyjazdu Barcelony do Gdańska jest żadna i cud objawienia na Amber-murawie może nastąpić tylko przy splocie okoliczności o wspólnym mianowniku "jak akurat nie będziemy mieli nic do roboty to wpadniemy". Niechby nawet przyjechali - to przecież nie po to aby w piłkę grać. Nie będzie hiszpan czy inny internacjonał swojej wartej zyliard nogi wkładał pod rzeźnicki wślizg naszego orła ekstraklasy. Pobiegają, kopną, pewnie z tego wyszłoby minimalne zwycięstwo, może nawet remis po którym pdalyby obowiązkowe pochwały o "potencjale polskiej piłki", zasygnalizowane wcześniej na przedmeczowej konferencji kurtuazyjnym zapewnieniem, że "nie lekceważymy rywala". Na obu konferencjach - tej przed i tej po, padałyby te same od lat pytania zakompleksionych, ubogich kuzynów - "co sądzicie o polskiej piłce", na które padłyby te same odpowiedzi, że znają Lewandowskiego i że jest dobry, co w zupełności ukontentowaloby głodnych sukcesu. Niewykluczone, że z wyżyn dziennikarskiego profesjonalizmu padłoby pytanie "a jak oceniacie murawę i jak wam się podoba stadion" na co zażenowany bezsensem tego pytania (bo soanie i koszenie trawy to nigdzie nie jest żadna rocket science) uprzejmy Gość, parskając śmiechem  odpowiedziałby, że ok. I z tych trzech desek ratunku zostalaby zbita tratwa ratunkowa dobrego sampoczucia polskiej piłki - tytuly krzyczałyby same: hiszpanie wysoko ocenili jakość murawy! Uznanie dla Lewandowskiego! Gratulacje dla postawy piłkarzy Lechii! I byłby sukces. Nic nie byloby na poważnie, nic na prawdę, pełne jaja i zero poczucia obciachu - tylnymi drzwiami (pozornie i na chwilę) polska piłka weszlaby na salony. 

NIestety nie wyszło, ale za to po raz kolejny wyszlo z worka szydło naszych zenujących kompleksów. 
Poseł Hofman na twitterze po rejtanowsku rozdziera szaty, dramatycznie pytajac "jak ja to dziecku wytlumaczę, że znowu Polak zostal upokorzony o Ojczyzna jak dziki kraj potraktowana?" W odpowiedzi cisza. Posłowi Hofmanowi do głowy nie przychodzi, że idiotow to ze siebie robimy na własne życzenie. Jeżeli poseł Hofman zaproponuje ksieznej Kate porzucenie meza i związanie się posłem Hofmanem, a ta odmówi to musi się nawet w głowie posła Hofmana pojawić światełko, czy to na pewno ona jest winna braku konslumpcji tego matrymonilanego pomysłu. Ale poseł widać Małego Księcia nie czytał, bo tam przecież krół wytłumaczył, że nie należy ministrom wydawać poleceń niemożliwych do spełnienia.

Ale może się czepiam. Może to jakiś pomysł jest. W obu aspektach. I zapowiedzieć można takie zderzenie światów dobrze. I na odwołaniu też zarobić. Ktoś zaliczkę stadionowi zapłacił, plakaty się wydrukowało, agencja wzięłą kasę za reklamę. Hotel zaliczkę wziąl, itd. Za bilety mają niby zwracać, ale na pewno 30% tych co kupili machnie ręką i nie będzie jechać po zwrot, który na pewno będzie sprawnie zorganizowany - między 7 a 7.30 w każdy drugi czwartek miesiąca, po przedstawieniu paragon drukowanego na szybko blaknącym papierze.

Ostap Bender (czytelniku wygoogluj sobie) prawie zorganizowal Międzyplanetarny Turniej Szachowy w Wasiukach. Pułkownik Scheisskopf w Paragrafie 22 (drogi czytelniku ... idem) w pełni zadowolił się możliwością organizowania defilad, które potem sam odwoływał. 

Teatr możliwości widzę ogromny. Panel pięciu noblistów z fizyki z MIT i kadry profesorskiej wyższej szkoły czegoś tam w Siedlcach.
De Niro, Pitt, Depp i Jolie potwierdzają swój udział w mega produkcji Mariusza Pujszo.
Czołowi zjazdowcy na nartach zjeżdżają się na górkę w Bełchatowie, albo niech tam ... szczęśliwicką w Warszawie.
Dolce Gabbana przenoszą centrum wzornictwa do Pabianic. 

Ile wydań specjalnych można by potem puścic.
  
Wydanie specjalne ... Podobno jeszcze w roku 1938 zdarzało się na falach radia BBC, że o godzinie nadawania wiadomości speaker informował sluchaczy - "drodzy słuchacze, dzisiaj nie mamy żadnych wiadomości. W związku z tym nadajemy muzykę." Dzisiaj wiadomości muszą być bo czas reklamowy sprzedany, a kto wie - może wydanie specjlalne to podwójna korzyść - więcej widzów (na mnie przez minutę zadzialalo) i niższe koszty bo przecież  telefony na wizji do Tomaszewskiego czy innego Majdana nie kosztują.


wtorek, 16 lipca 2013

Zdziwko moje poranne ...

Jeżeli jesteś za PIS-em mam złe wiadomości: nie dowiozą tej przewagi do mety. Determinacja Prezesa aby wszystkich co mądrzejszych usunąć daje owoce ale głównie kwaśne. Wczoraj pan poseł Błaszczak wyraził opinię, że wizyta prezydenta Komorowskiego "nie miała sensu wobec nieobecności prezydenta Ukrainy". Aha. Poseł Błaszczak zakłada, że nikt już nie pamięta jak to inny prezydent udał się w dosyć podobnych okolicznościach, bo to i rocznica zbrodni (mordu, ludobójstwa) i celebra z mszą na mogiłach, pomimo, że niektórzy twierdzili, że jak z drugiej strony nie ma "ich" prezydenta to się nie liczy. Czy poseł Błaszczak nie rozumie, że podążanie drogą Kalego obraża inteligencję słuchacza a trwanie przy gombrowiczowskiej "nasza racja słuszniejsza" czyni z niego pośmiewisko? Nie rozumie. Dziwię się.

Prezes ma nie tylko słabych mówców, ale jeszcze gorszych doradców drugiego szeregu. Nie śmiem pomyśleć, że wszystkie wtopy piarowe wymyśla sobie sam, więc musi za nimi stać jakiś mózg na miarę co najmniej posła Błaszczaka. Była "ukryta opcja niemiecka". Było wskazywanie, które media są niemieckie - "pani redaktor zdaje się reprezentuje gazetę niemiecką?". Był dziadek z wehrmachtu. Jednym słowem Niemiec czycha, ale damy mu odpór. Drzemie jednak w Prezesie jakaś freudowska, ukryta fascynacja wrogiem, bo jak inaczej tłumaczyć twórcze rozwinięcie pomysłów, na które wpadali podstępni Teutoni 80 lat temu, czego do tej pory najjaśniejszym (nomen omen) przykładem były marsze z pochodniami, które normalnym ludziom kojarzą się z parteitagami w Norymberdze, a doradcom Prezesa nie. Widać też , że otoczeniu Prezesa podobają się mocni, męscy, ubrani polowo, zaznaczający swój równy krok żabkami (to takie blaszki przybite do butów) młodzi mężczyźni, którzy zręcznie nawiązują w estetyce swoich znaków do czerni, bieli i czerwieni swoich ideowych poprzedników. Ale to wszytko jak się okazuje było jedynie preludium do nowych skrzydlatych słów wypowiedzianych przez Prezesa wczoraj. Ni mniej ni więcej Pan Prezes (podkreślam: za namową doradców od PR, bo drżę na myśl, że mógł to sam wymyśleć) sformułował tezę, że .. "Polacy to naród panów i powinien się zachowywać i nosić po Pańsku, bo tak (jako Panów) postrzegają nas na wschodzie i zachodzie". Nic dodać , nic ująć. No może jeszcze nie rasa panów, ale naród też brzmi dobrze. Co za debil mu to podsunął? I już nawet nie dlatego, że skojarzenie z rasą panów jest oczywiste. Czy w sztabie prezesa nikt nie wie (pytanie niestety retoryczne), że określenie "polski pan" na wspomnianym wschodzie to de facto obraza, określenie pejoratywne, wyśmiewające domniemaną próżność, i w domyśle nieusprawiedliwione poczucie wyższości. A nazwanie się polskim panem w oczach Rosjan czy Ukraińców to dla życzliwych nam oznacza zażenowanie, dla obojętnych pobłażliwy śmiech, a dla wrogich nóż otwierający się w kieszeni. Dziwię się.



Facet podchodzący jak gdyby nigdy nic na odległość oddechu do prezydenta Komorowskiego postawił kropkę nad i w wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej. Kiedy spadł samolot moim pierwszym uczuciem był wstyd: ja p....ę, jaki wstyd przed światem, że też właśnie nam muszą się przydarzać rzeczy, które potwierdzają nasz ukochany słowiański burdel. Znajomi lotnicy nie mieli wątpliwości od początku, że żadnej tajemnicy nie ma, wyjaśnienie jest oczywiste, co też udowodniono już tak do bólu, że nawet najwierniejsi wyznawcy zaczynają opuszczać zakon smoleński. Objaśnienie przyczyn właściwie zawiera się w pigułce " w okresie dwóch lat przed katastrofą analogiczne sytuacje lądowania wbrew wskazaniom TAWS miało miejsce 125 razy".Okazuje się, że polscy dziarscy lotnicy, doglądani przez polskich dziarskich ministrów różnych opcji podejmowali przez lata próby unicestwienia swoich wysoko postawionych pasażerów, aż wreszcie im wyszło. Pamiętacie jak jeden zapomniał wcisnąć guzik odladzający śmigła helikoptera i zwalił się z Millerem? To już była próba generalna. Ale co ma z tym wspólnego Komorowski ubabrany jajkiem w Łucku? Okazuje się oto, że tak jak można wozić prezydenta samolotem bez przeglądu, lotnikami bez kwalifikacji (chociażby językowych), łamiąc wszystkie możliwe zasady rządzące bezpieczeństwem lotniczym, tak i można mieć służby ochrony, które nie chronią przed niczym. Dziwię się. 
Rację ma Komorowski mówiący aby nie przywiązywać nadmiernej wagi do incydentu w wymiarze międzynarodowym - to nie Ukraina i nie Ukraińcy zamachnęli się na niego jajkiem, tylko młodszy kuzyn Herostratesa - ot, sławy mołojeckiej zapragnął. Ale na użytek nasz, polski, wewnętrzny to co się wydarzyło to przecież horror. Okazuje się, że Błaszczak, Kaczyński i Brudziński mieli rację - polskie państwo nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa swojemu najwyższemu przedstawicielowi. Przecież jeżeli można podejść na dotyk z jajkiem, to można z wszystkim. Z nożem. Pistoletem. I niechby nie daj Bóg ten wariat był uzbrojony. Już widzę te nagłówki: Ukraińcy zamordowali Prezydenta. Oczywiśćie "na tej przeklętej ziemi". Nawet niech by na szczęście nie zginął, taki zamach oznaczałby powrót do zwierzęcej wrogości między Polską a Ukrainą na kolejne 100 lat. Byłoby nieważne, że to wariat zrobił. Wariat to on może być dopóki trzyma w ręku jajko, ale z nożem w ręku stałby się uosobieniemi ukraińskiego najonalizmu (dla nas), dla wielu sobie podobnych wariatów bohaterem (na Ukrainie) i ruszyłaby machina oskarżeń, komentarzy, itd.

Prezydent Komorowski ma takiego pecha, że jak raz skomentował (jako minister) zdolności polskich skrzydeł słowami "polski lotnik jak trzeba to i na drzwiach od stodoły poleci" to nam się zdarzył Mierosławiec i Smoleńsk. Jak skomentował gruzińskie przygody poprzednika "jaki prezydent taki zamach" to mu się jajko przytrafiło. Teraz ustami swoich rzeczników upiera się, że jest zadowolony ze współpracy z BOR-em. Niech sobie będzie. Ale my nie powinniśmy być. Nie Tusk i nie ruscy strącili samolot w Smoleńsku. Wystarczy nam nie przeszkadzać , sami sobie poradzimy. Gdyby coś się stało w Łucku, to nie Ukraińcy byliby winni ale nasze dzielne borowiki, które dopuszczają każdego chętnego aby sobie poklepał Rzeczpospolitą po ramieniu. Naród panów ... Zadziwiające. 


poniedziałek, 15 lipca 2013

Patrioci na start ....

Wyobraź sobie, że mieszkasz lub pracujesz wśród ludzi, z którymi Twoje relacje były nienajlepsze a teraz powinno Ci zależeć aby się poprawiły. To znaczy masz ich nadal za wyjątkowe szuje, palantów i dupków - wiadomo, że oni to do pięt Ci nie dorastają ale wszytskie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że rozsądniej jest przestać z nimi drzeć koty, bo poprawne relacje, nawet bez wielkiej miłości, ale w imię interesu i świętego spokoju mogą Ci się opłacić. Deklarujesz zatem chęć porozumienia, no ale nie tak od razu hop siup - gódźmy się, jednajmy, ale na gruncie "prawdy". Tak już bowiem masz, że uważasz, że tylko na prawdzie dotyczącej przeszłości da się budować, a Twoi dotychczasowi adwersarze, z którymi teraz pokój zawrzeć by należało nie powinni mieć przecież nic przeciwko temu aby tę prawdę wyciągnąć, naświetlić i wspólnie się w niej pławić jak w krynicy wartości moralnych ponadczasowych i świętych. Prawda była taka, że dziadek jednego z kolegów był alfonsem, babcia prostytutką, obie te okoliczności potępiasz moralnie, tym mocniej, że ten jego dziadek jeszcze Twoją rodzinę oszukał na pieniądze. 70 lat temu ale zawsze. Tatuś drugiego sąsiada został natomiast skazany za morderstwo - ot siekierą zarąbał jubilera (zbiegiem okoliczności Twojego wuja) złapali go osądzili, minęło 50 lat ale fakty są faktami. Jako, że w Twojej rodzinie nie było nigdy przenigdy prrzypadków aby kogoś zarąbać, okraść, o cudzołóstwie, stręczycielstwie i innych obrzydliwych grzechach nawet nie wspominając słusznie odczuwasz wyższość moralną nad sąsiadami. No niby wiadomo, że to nie oni, tylko ich przodkowie ale DNA to same. Wyciągasz zatem do nich dłoń i powiadasz: gódźmy się Hans i Mykoła (akurat takie imiona noszą sąsiedzi) ale nazwijmy rzeczy po imieniu, że Twój stary meine liebe Hans to był sukinsyn, a ci Twoi dziadkowie Mykoła to dopiero moralne dno. Oni trochę się krzywią , bo prawda prawdą ale już im to powiedziałeś sto razy, Twóją opinię na ten temat znają i nieśmiało sugerują, że już ubolewali, że za grzechy dziadka żałują ale niewiele z tym już mogą więcej zrobić. Ty oczywiście z satysfakcją przyjmujesz te ich ubolewania, ale to w końcu żadna łaska, bo należą Ci się jak psu zupa i jak tylko oni na chwilę nabiorą prrzekonania, że może już teraz lepiej spojrzeć przed siebie a nie do tyłu, niedoczekanie szubrawców - przy najbliższej okazji orbi et urbi ogłosisz, że to kurwy, złodzieje i mordercy, no bo przecież prawda ponad wszystko. Twoją uzasadnioną niechęć utwierdza fakt, ż te bydlaki nie chcą się coś godzić. Ciągle kwaśne miny mają a przecież Ty im nic złego  nie robisz, kalumniami nie obrzucasz - czystą kryniczną prawdę serwujesz, udokumentowaną, nic tylko na niej budować. Ich śmiechu warte argumenty, że ile razy można wysłuchiwać, że dziadek był alfonsem a tatuś mordercą nijak nie mogą sprostać Twoim kryształowym standardom moralnym.  Z resztą racja jest tylko i wyłącznie po Twojej stronie, oni jakieś tam swoje argumenty mają, no może Hans nie do końca, ale też on się nie stawia, natomiast Mykoła twierdzi, że co prawda Tatuś nie zachował się ładnie, ale że wcześniej tak mu się jakoś zapamiętało, że Twoi dziadusiowie jego dziadusiów przez pięćset lat po mordach tłukli ale to bzdury. Prawda jest jedna i Twoja. To potworne, że jesteś otoczony przez samych szubrawców, którzy upierają się, że i oni mają prawo do swojej wersji. Nawet taki Olgirdas, co w oficynie po prawej, dwa piętra nad Mykołą mieszka też nijakiej wdzięczności nie czuje do Twojej rodziny, że go cywilizowała przez 500 lat, a wręcz odwrotnie - twierdzi głupiek, że odbierała mu tożsamość. Ten pod nim, Oleś jeszcze gorszy, ale szkoda gadać. Sami podli sąsiedzi Ci się dostali. Taki los. Nawet ten Zdenek z sutereny pod Tobą czepia się, że a to mu cały ogródek działkowy gąsienicami rozjechałeś w 68 a to przecież nie Ty tylko inni ci kazali, a to wypomina głupek, że pięćdziesiąt lat wcześniej akurat z dziadkiem Hansa, Twój dziaduś wytłukł mu szyby w oknach. Sąsiad z drugiej klatki Siergiej ... Byłoby może fajnie gdyby od Ciebie więcej mleka, mięsa i jabłek kupił, więc go zachęcasz jak umiesz zwracając się doń uprzejmie jak umiesz mój ty morderczuniu kochany ...a ten się czepia. 
Ale zapomnijmy o tym. Pogódźmy się ale pod warunkiem, że Wy macie do mnie z szacunkiem, a ja będę do was "perwychuje" i mogę tak aż mi się nie znudzi. Zgadzacie się? Nie? Dziwne.

No to mamy kolejne wyścigi "kto większym patriotą jest". Wołyński mord. Wołyńska zbrodnia. Wołyńskie ludobójstwo. Krajobraz informacyjny, który nas otacza to w zależności od matematycznych okoliczności rocznicowych to Katyń, Smoleńsk, Wołyń, wrzesień 39, Warszawa 44. Wieczna martyrologia. Ciągły potok krwi. Kiedy w Rosji urządzają święto wokół rocznicy wygania Polaków z Kremla to jest "prowokacyjne i antypolskie" .Kiedy my z uwielbieniem się kąpiemy we krwi utaczanej nam przez Wszystkich naokoło to jest ok.
Wydarzenia prawdziwe, potworne i niech będzie, że w 100 % spełniające kryteria ludobójstwa, ale w Polsce są przedtawiane nieodmiennie jako jednostkowa, niewytłmaczalna krzywda, bez refleksji, że był jakiś początek, ciąg zdarzeń i że druga strona ma swoją wersję, a w przypadku Ukraińców jest ona na przykład taka, że po 500 latach kolonizacji Polacy byli tam postrzegani jako wrogowie i tyle. Mieszkałem na Ukrainie kilka lat i ... ich ocena Polski Jagiellońskiej i tego co było po niej jest jasna - to był kolonializm, a Polacy byli okupantami. My mamy na ten temat inny pogląd , ale warto wiedzieć, ze oni mają swój. Ofiarami Wołynia byli niewinni cywile, w dodatku mieszkający tm "od zawsze" ... Ale tak niestety jest, że zwykli ludzie płacą za polityczne decyzje swoich władców, które mogły zapaść nawet kilkaset lat wcześniej. Ich okrutne losy zostały zapisane w niebie już w XVII wieku, od kiedy Polak na Ukrainie był już postrzegany jednoznacznie źle. Czy wybielam, usprawiedliwiam, zaprzeczam, neguję? Nic z tych rzeczy. Wszystko to było. Zamieść pod dywan się nie da. Ale właśnie dlatego żyjemy w wolnej Polsce, aby każdy czcił i kultywował po swojemu. Historycy i publicyści niech opisują i komentują przeszłość po swojemu. W kościołach niech się odbywają msze i modły. Ofiarom stawiajmy ze środków prywatnych, samorządowych, ze zbiórek społecznych pomniki. Każdy na imieninach u cioci może wypowiedzieć swoje zdanie. Ale czy naprawdę Państwo musi w imieniu "wszystkich", "całego Narodu"  pastwić się nad historią, onanizując się czy słowo ludobójstwo jest lepsze od zbrodnia? Co to za masochistyczna przyjemnosc , to nasze dążenie aby mieć naokoło samych nazwanych ludobójców. Niemcy za całokształt. Rosjanie za Katyń, Ukraińcy za Wołyń. I jak, o moi wspaniale durni politycy, chcecie żyć wśród tych liczbowo wielkich narodów, otoczeni 280 milionami ludzi, którym upierają się wmówić , ze w imie "prawdy" maja w nieskończoność łykac te nasze słuszne i prawdziwe ale przeciez im niemile przyszyte gęby? Jak chcecie z nimi handlować? Na Wołyniu podczas strasznej wojny, kiedy to wszyscy walczyli z wszystkimi, kiedy obudzono wszystkie mozliwe demony, Ukraińcy wymordowali 100.000 Polaków. My twierdzimy, ze bez powodu. Oni twierdza, ze w odwecie za wieki upokorzeń. Obie strony zostana przy swoim. Naprawde trzeba jeszcze jatrzyc?